Havana Club 7
Angostura,  Appleton Estate,  Chairman's Reserve,  Clement,  Doorly's,  El Dorado,  Foursquare,  Havana Club,  Mount Gay,  Pussers,  Rum,  Rumy,  Smith & Cross

Dobry rum na początek – 12 klasyków, od których rozpocząłbym eksplorację uniwersum rumu

Dobry rum do polecenia na początek to zadanie przed którym często staję. I nie ukrywam, jest to zadanie dość karkołomne. Każdy ma swoje smaki, upodobania, budżet, a rumów wdzięczących się do potencjalnego konsumenta cała masa. Jak wybrać ten jeden? Ciężko, zazwyczaj podaję kilka propozycji, bo i aspektów świata rumowego jest kilka, żeby nie powiedzieć kilkanaście. Dlatego też po dość dobrym odzewie rankingu rumów do 100 zł (tutaj) postanowiłem ponownie podejść do sprawy kompleksowo i zaproponować rumy, które są absolutnymi standardami, klasykami w skali ogólnej, natomiast przyporządkować je do pewnych ram (nie używam słowa kategorii, bo są one cross-kategoryczne, a i nie mam takich ambicji tworzyć ich swoich), ponieważ o różne aspekty są dla różnych konsumentów istotne. Będą więc rumy, dobre do wejścia całkowicie na nowo, będą też rumy dla już bardziej obytych, którzy są poszerzyć horyzonty w tym dość rozległym uniwersum i obrać nową drogę.

Nie będą to najlepsze rumy ogólnie, zamysł bardziej jest taki, żeby był to startowy dobry rum, przedstawiciel danego kawałka rumowego uniwersum, dzięki któremu konsument będzie mógł krok po kroku je odkrywać, mając jednocześnie do czynienia z klasykiem, czyli rumem znanym, uznanym, pewnym, powtarzalnym, standardem w swoich ramach, w przyzwoitym zakresie cenowym. Do tego pokusiłem się o dalsze sugestie (już czasami mocno odbiegające cenowo) odnośnie kolejnych kroków które można podjąć, gdy dana ścieżka będzie nam odpowiadać, tworząc solidną podstawę ponad 40-tu rumów. Na początek wydaje mi się całkiem ok, by poznać aspekty rzemiosła rumowego z różnych stron. Postaram się też do każdego z tych rumów stworzyć odrębną, dłuższą recenzję ze szczegółami i notkami smakowymi danych trunków.

Gateway rum – Havana Club 7

Gateway rum, to ten pierwszy rum, który wprowadził nas do jego świata. Dla mnie takim „gateway rum” była Havana Club 3, od której zaczęła się moja przygoda z rumem na Kubie dawno temu. To zarazem najczęściej jedna z najbardziej popularnych marek na świecie, która dzięki największej sieci dystrybucyjnej jest niemal wszędzie. Mówi się o takich 3 globalnych markach rumowych, na które natchniemy się w bardzo wielu miejscach, sklepach, barach, hipermarketach, strefach bezcłowych. To Havana Club, Bacardi i Captain Morgan. Zakładam, że pewnie koło 95% użytkowników z jedną z tych marek miało do czynienia. Czy to najlepsze rumy świata? Nie. Czy są najlepiej dostępne? Tak i dzięki temu jest największe prawdopodobieństwo, że się z nimi zetkniecie. A jak już je spotkacie, to wydaje mi się, że najlepiej jest sięgnąć po Havana Club 7. To przedstawiciel kubańskiej szkoły rumu, lekki, delikatny, w miarę naturalny (mówi się, że jest jedynie lekko dosładzany), starzony minimum 7 lat destylat, który jest do tego rozsądnie wyceniony (ok 80-90 zł). Będzie się nadawał i do drinków i już jest ok (choć umówmy się, tyłka jeszcze urywać nie będzie) do pierwszych prób solo.

Alternatywa – Bacardi 8

Hejtowane Bacardi jest czasami hejtowane, bo jest duże i korporacyjne, no i trzeba przyznać, że podstawowy line-up jest mocno średni (mowa o Etiqueta Blanca, Ora i Negra). Natomiast „8ka” jest przyzwoita i gdyby była w starych cenach w okolicach 90-100 zł, to radziłbym startować od niego, ale przy cenach ocierających się czasami o 140 zł, to jednak za dużo. A Bacardi 4, który najwyraźniej wszedł w buty dawnej 8ki, jest jednak trochę za słaby, przy czym jest jednak za krótko na rynku, by zasłużyć na miano klasyka :).

Havana Club 7
Rum Havana Club 7, fot. własna

Rum słodki – likierowy – El Dorado 12

Cukier to temat rzeka, również w rumie. Generalnie zostałem jakiś czas temu ochrzczony w kościele, który głosi, że prawdziwy rum nie powinien zawierać dodawanego po destylacji cukru, a rumy takie powinno się nazywać likierami i wyrzucać poza nawias nazywania ich rumami. Po co ten cukier? Dodaje kalorii, wygładza smak tuszując niedostatki produkcji, generalnie więcej minusów niż plusów i ja to rozumiem.

Natomiast generalnie jesteśmy mocno od cukru już uzależnieni i jeżeli akceptujemy tylko mocne smaki, słodkie, to najlepiej jest wejść w temat rumu przez produkt, który został wyprodukowany w jednej z najlepszych destylarni świata, na Gujanie, w jednych z najbardziej legendarnych destylatorach rumowych. Lepiej tak, niż próbować zmieszanych produktów z niewiadomo kąd.

Na pełną recenzję tego trunku zapraszam tutaj. Warto, bo to produkt z prawdziwym oznaczeniem wieku, przy którym można się coś nauczyć o rodzajach destylacji, poznać coś więcej niż marketing butelkowy.

Alternatywy – Diplomatico Reserva Exclusiva/ El Dorado 15 oraz mniej słodkie Abuelo 12 i Santa Teresa 1796. Dobre destylarnie, dobre produkty.

El Dorado 12
Rum El Dorado 12, fot. własna

Barbados – Rum Mount Gay XO

Barbados, to kolebka rumu. Tam się to wszystko zaczęło (o czym więcej tutaj), tam go zaczęto tak nazywać, tam powstał jego rodowód. Na Barbadosie moim zdaniem powstają najbardziej klasyczne rumy, takie które powiedziałbym, że zawierają najwięcej rumu w rumie. I dzieje się tak głównie za sprawą dwóch z czterech tam funkcjonujących destylarni – Foursquare, o której jeszcze będzie oraz najstarszej (od 1703 r.), nieprzerwanie działającej do dziś – Mount Gay. I to produkt tej firmy – Mount Gay XO jest dla mnie takim klasykiem, którego można polecać. Naturalny, bez dodatku cukru, blend destylacji alembikowej z kolumnową. Wkrótce wyjdzie jego nowa odsłona, trochę zmieniona do bieżącej wersji, ale wydaje mi się, że utrzyma poziom klasyka od którego można zacząć poznawanie tak świata rumu, jak i będącego znakomitą bramą do poznania zarazem jego historii.

Alternatywa – Rl Seale 10 – produkt drugiej, wspomnianej destylarni. Dobrze wyceniony, z dobrym stosunkiem jakości do ceny.

Mount Gay XO
Rum Mount Gay XO, fot. własna

Rhum Agricole (lub szerzej rumy produkowane z soku z trzciny cukrowej) – Rum Clement VSOP

Do tego rodzaju rumu podchodziłem dość długo i wytrwale. Dlaczego? Ponieważ w odróżnieniu od 97% produktów na rynku nie jest produkowany z melasy, a z soku z trzciny cukrowej, czyli niejako z produktu głównego, a nie produktu ubocznego. Pociąga to za sobą konkretne walory smakowe, gdyż rumy te są bardziej wytrawne, trawiaste, drzewne, oleiste, a do takiej mapy smaków trzeba się przyzwyczaić (zwłaszcza, jak się lubi głównie słodkie tematy, jak wspomniane wcześniej El Dorado). Miałem kilka podejść, nieudanych, nie mogłem się przekonać. Dopiero ten egzemplarz – Clement VSOP spowodował, że postawiłem nogę w drzwi uniwersum rumów z soku z trzciny cukrowej i chwalę sobie to, ponieważ jest to świat niesamowicie piękny, barwny, a zarazem czysty.

Wyjaśniając przy okazji, bo też chwilę do tego dochodziłem. Sam wyraz rhum to jest rum, tylko po francusku. Nie od razu (choć najczęściej tak będzie) to znaczy, że jest to rum z soku z trzciny. Agricole, już jak najbardziej, z tym że zgodnie z prawem UE oznaczenie to jest własciwe dla terytoriów zamorskich Francji (głównie Martynika i Gwadelupa) i dla Madery. Spotkacie więc oznaczenia Agricole poza tymi terytoriami, ale nadużywają one tego oznaczenia, które zostało wykreowane gdzie indziej. Rumy z soku z trzciny wytwarza się też w innych miejscach, jak np. na Mauritiusie, gdzie już takiego oznaczenia „Agricole” nie ma, a rumy są 🙂

Alternatywy – Trois Rivieres VSOP, JM XO, HSE XO, Chamarel XO (to już właśnie Mauritius) i idąc dalej np. Homere Clement Cuvee, który był do tej pory najlepszym Agricolem, jakiego próbowałem.

Clement VSOP
Rum Clement VSOP, fot. własna

Rumy o podwyższonej zawartości alkoholu – Foursquare Exceptional Casks Series

Tym razem nie jeden rum, a cała seria. Foursqaure – wielokrotnie nagradzana i wyróżniana, przez wielu uważana najlepszą destylarnią na świecie (dla mnie top 2 razem z Hampdenem) ma swoją serię rumów wydaną pod marką tożsamą z destylarnią, którą wyróżnia limitowany charakter, niepotarzalność wydań, naturalność, brak dodanych sztucznych składników, oraz zwiększona zawartość alkoholu.

O co mi chodzi z tym rumem o podwyższonej zawartości? Standard zawartości alkoholu to 40%, minimum to 37,5%, by móc się w UE nazywać rumem. Istnieje segment jednak rumów starzonych (i nie mówię tutaj o rumach Overproof, pow. 57,18%, o których więcej za chwilę) o zwiększonej mocy – 46% – 52% – 59%, czy nawet 69%, bądź takie butelkowane bezpośrednio w mocy beczki. Są to rumy mniej, bądź wogóle nie rozrzedzone wodą, a co za tym idzie bardziej skoncentowane, a przy tym odpowiednio dobrze wyprodukowane by ta moc alkoholu nie przeszkadzała w ich spożyciu. Chyba mogę stwierdzić, że jest to elita rumów, których ceny potrafią szybować do dobrych kilkuset złotych będąc gratką dla koneserów.

Ja w tą kategorię wszedłem przez Forusquare 2004, jedną z początkowych edycji serii Exceptional Casks Series. I był to do tej pory jeden z najlepszych rumów, jakie piłem. Seria jest szeroka, już chyba koło 10 wydań, choć początkowych można już nie znaleźć. Seria też jest dość różnorodna, bo znajdą się i egzemplarze starzone w beczkach tylko po Bourbonie, czy w miksach z blendem beczek po Sherry, Cognac, Maderze, Zinfandelu, czy Porto. Zakres procentowy 46% – 59%. I topowa jakość z rozsądnymi, jak na tą jakość cenami. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Alternatywy – głównie seria Habitation Velier, czy różni Independent Bottlers robiący single caski, cask strenghts, itd.

Foursquare 2004
Rum Foursquare 2004, fot. własna

Styl Navy – Rum Pusser’s

Marynarka wojenna, choć wielu może być zdziwionym, ma większe zasługi dla rynku rumowego niż piraci, głównie dlatego że praktykowała spożywanie rumu na statkach aż do 1970 roku, nie będąc jedynie ulotną chwilą na kartach historii. Zawdzięczamy jej groga, zawdzięczamy jej też swój styl, zwany stylem Navy. Oryginalnie jest to blend z byłych kolonii angielskich (Barbados, Jamajka, Trynidad, Gujana) uwzględniający zarówno cięższe, alembikowe rumy, jak i lżejsze, kolumnowe. Po zaprzestaniu racjowania na statkach rumu, jegomość nazywający się Charles Tobias wykupił jego formułę i przedstawił ją światu w formie butelki rumu, właśnie Pusser’s. Obecna formuła jest już zmieniona, niemniej jednak marka ta pozostaje klasykiem, od którego warto styl Navy – bardzo żywy, trochę funkowy, przyprawiony, sprawdzić. Warto również zaglądnąć do wersji Gunpowder, 54,5%, która miała być punktem, od którego marynarze, czy piraci sprawdzali czy pali się proch – jako gwarancję odpowiedniego % alkoholu w trunku.

Alternatywy – Woods Navy Rum, Black Tot, czy wersje premium Velier Royal Navy Tiger Shark.

Pusser's Blue Label
Rum Pusser’s Blue Label, źródło: http://pussersrum.com/pussers-rum-portfolio/

Król z Jamajki – Rum Appleton Estate Rare Blend 12

Klasyczny rum w świetnym wydaniu, Kwintesencja, co znaczy dobry rum na wejście. Appleton, najbardziej rozpoznawalny brand Jamajki, świetnie rozwijany w ramach grupy Campari, pod czujnym okiem jednego z największych autorytetów rumowych, Pani Joy Spence. Produkowany zgodnie z zasadami jamajskimi, z brakiem dodatku cukru, z minimalnym oznaczeniem wiekowym. Jest to miks destylacji alembikowej z kolumnową, rum jest więc średniej cielistości, jest bardziej wyważonym, a przez to łatwiejszym do rozpoczęcia przygody z rumem niż inne jamajskie rumy, klasyczne w 100% alembikowe, na które powinien przyjść także czas.

Appleton Estate Rare Blend 12
Rum Appleton Estate Rare Blend 12 (stara butelka), fot. własna

Rum Overproof – J. Wray & Nephew

Rum Overproof (w skrócie OVP), czyli taki posiadający powyżej 57,18%, choć jednocześnie mówiąc, czy pisząc o rumach OVP mamy zazwyczaj na myśli te młode, czasami nawet niestarzone, które tworzone są na potrzeby koktajli (często jako top-up), flamingu (są bardzo łatwopalne), a niżeli starzone, często butelkowane w mocy beczki, o czym pisałem w punkcie 5tym.

Swoistą klasą rumów OVP są rumy jamajskie, które są bardzo cieliste, wysokoestrowe, aromatyczne, nadające koktajlom inny wymiar. Królem wsród nich jest J. Wray & Nephew Overproof rum, który jest najczęściej konsumowanym rumem jamajskim. J Wray, czyli druga marka, obok Appletona z tej samej grupy kapitałowej, choć w odróżnieniu od Appletona, produkowany ten rum (overproof) jest w destylarni New Yarmouth, która jest tą bardziej tajemniczą z tandemu, a odpowiedzialną za produkcję wysokoestrowych rumów w grupie J Wray & Nephew (która formalnie jest spółką – matką dla Appletona).

Ten rum pewnie nie koniecznie będzie smakował solo, nie jest on do tego (choć znam takich, co shocikiem nie pogardzili). Ale koktajl może zyskać sporo.

Alternatywy – Rum Bar Overproof, Hamdpen Rum Fire Velvet (choć u nas obecnie niedostępny). Spoza Jamajki – Plantation OFTD.

Jamaican funk – Rum Smith & Cross

Jamaican funk, czyli charakterystyka rumów ściśle skorelowana z miejscem ich powstawania, destylacji i fermentacji. Jamajka, długa fermentacja, 100% destylacji w alembikach. Do tego czasami, jak w przypadku Hamdpena użycie stillage/dunder, czyli pozostałości z poprzednich destylacji, które dodają kwasów tak chętnie wchodzących w reakcje z alkoholem, z ktorych powstają estry wzbogacające smak i zapach rumu, tworząc rumy niepowtarzalne, choć za razem wymagające.

Dlaczego więc Smith & Cross? Ponieważ to dobry rum, funkowy (ah ten dojrzały, karmelizowany banan), z dobrym woltażem (57%), bez dodatku cukru, idealny do drinków, w tym polecany mocno do tiki. Wysoki poziom estrów z klasycznych oznaczeń (marek) Wedderburn i Plummer. A do tego w przyzwoitej cenie. I choć marka jest brytyjska, to zawiera w sobie 100% jamajski destylat alembikowy. Nie ma tego podanego oficjalnie, ale mówi się że z Hampdena. Dla mnie bardzo dobry punkt wejścia, by poczuć Jamaican vibe i poczuć różnicę do dużo popularniejszego, ale bardziej stonowanego i również jamajskiego, Appletona.

Alternatywy – produkty Hamdpena, choć trudniej dostępne w Europie, wydania Velier Hampdena – Hampden Estate Pure Single Jamaican Rum (również w wersji Overproof), rumy Worthy Park (bezpośrednio od tego producenta lub przez independent bottlerów), rumy zawierające destylaty z innej destylarni produkującej wysokoestrowe rumy – Long Pond, takie jak Plantation Xaymaca lub prosto Long Pond z serii National Rums of Jamaica lub z wersji Plantation Extreme.

Rum Smith & Cross
Rum Smith & Cross, fot. własna

Trynidad – Rum Angostura 7

Wielka 4 – Barbados, Gujana, Jamajka i Trynidad. Tak się kiedyś mówiło (chyba dzisiaj jeszcze też) – 4 byłe kolonie angielskie, które odpowiadają za produkcję znaczących ilości rumu w skali świata. Były trzy pierwsze, czas dołączyć czwartego do brydża. Obecnie na Trynidadzie mamy jednego producenta (RIP Caroni) – produkującego całą gamę rumów Angostura od 3 letniego przez kilkunastoletnie do edycji limitowanych. Ja spróbowałem gamę od 3-letniego, przez 5-cio, 7-mio letnią, po edycje oznaczone datami – 1919, 1824 i 1787. I tą niemal środkową – 7kę, jako chyba najbardziej klasyczną chciałem polecić, jako dobrą do wejścia w świat rumu ogólnie. Uważam że ma bardzo dobrą cenę (zazwyczaj w granicach 100 zł) do jakości, choć należy podkreślić, iż w przeciwieństwie do jamajskich bomb, tutaj mamy raczej do czynienia z delikatnym, gładkim destylatem z destylatora wielokolumnowego, ale przez to jest to wdzięczniejszy temat do rozpoczęcia przygody z rumem. Nada się na pewno do dobrych drinków i jest przy tym już na odpowiednim poziomie do picia solo.

Alternatywy – Gosling’s Black Seale, Diplomatico Mantuano, Abuelo 7, Flor de Cana 7

Beczki nie tylko po Bourbonie – Rum Doorly’s XO

W zdecydowanej większości starzenie rumu odbywa się w beczkach po Bourbonie. Wynika to z faktu, że rum najczęściej potrzebuje beczki już chwilę użytej, by wypłukać trochę tanin z nich, a z drugiej strony podaż beczek w zbliżonej geograficznie Ameryce Północnej zapewnia wystarczającą ich ilość i dostępność do właściwego starzenia rumu. Dzieje się tak m.in. dlatego, iż do Bourbonu używa się beczek nowych, które muszą zostać odsprzedane po właściwym starzeniu.

Od jakiegoś jednak czasu jest trend na „finishe”, czyli wykańczanie w beczkach po innych, niż bourbon alkoholach (głównie po koniaku i słodkich winach). To wykańczanie różny ma czynnik czasu, jedni wykańczają przez misiąc do kilku miesięcy, inni nawet ponad rok, jeszcze inni nie traktują tego jako finishe, tylko wprost starzą rum w beczkach po innym, niż Bourbon alkoholu, serwując takie trunki bezpośrednio w butelkach, lub miesząją (blendują) ze standardem po Bourbonie.

Gdy zapytałem na jednej z grup rumowych, jaki klasyk kojarzy im się ze starzeniem w beczkach innych niż po Bourbonie wskazywali głównie na produkty wspomnianej destylarnii Foursquare, czy to linię Doorly’s, czy wspomnianą w punkcie 5tym serię Exceptional Casks, gdzie również znajdziemy sporo różnych ciekawych maturacji, a Richard Seale jest uważany za jednego z najbardziej utalentowanych jeśli chodzi o starzenie w różnych beczkach.

Doorly’s XO, to rum starzony powyżej 6 lat (ale XO nie ma w tym przypadku związku z tą „6tką”), gdzie następnie poddano go ponownemu starzeniu (finishowi) w beczkach po Sherry Oloroso. Rum trochę powyżej 100 zł, naturalny, z bardzo dobrym stosunkiem ceny do jakości, ale moim zdaniem bardzo dobry rum do rozpoczęcia tematu finishów.

Alternatywą naturalnie seria Plantation, która ze starzenia w beczkach po Koniaku Ferrand uczyniła znak rozpoznawczy. Rumu z pod tego brandu jest na prawdę sporo, wymieniłbym 3 – PLantation Original Dark – ciekawy rum do 100 zł, wspomniana wcześniej Xaymaca i hit sprzedażowy, dla fanów słodkiego – Plantation Barbados XO 20th Anniversary

Dla koneserów bardzo ciekawe, subtelne finishe są przy rumach Agricole, że po krótce wymienię serie „wykańczane” marek HSE i JM.

Doorly's XO
Rum Doorly’s XO

„Rum Spiced” – Chairman’s Reserve Spiced

Z tym elementem rumowego świata mam zawsze spory problem. Bo ja wiem, że dużo ludzi te trunki lubi, a ja nie :). Ale postanowiłem o tym wspomnieć, bo po pierwsze w UE nie występuje formalnie coś takiego jak Rum Spiced, zgodnie z prawem UE jest to rum spirit drink, czy też napój spirytusowy na bazie rumu, no i przy tym kruczku mamy do czynienia z całym zastępem produktów, często dosładzanych koktajli na bazie rumu, które pozują na rum. Bo łatwiej jest wziąć słaby rum, dodać tam cukru i bóg wie jeszcze jakich składników, zabarwić, zmieszać i jeszcze nazwać to rumem. Trudniej faktycznie zrobić dobry rum, który po dodatku przypraw nie zatraci charakteru rumu, będzie tylko troszkę inaczej, charakterystycznie przez mieszankę przypraw, smakował.

I dlatego moja rekomendacja to Chairman’s Reserve Spiced, rum z dobrej destylarni z St. Lucia, dość już długo na rynku, wielokrotnie spotykałem się z pozytywnym jego odbiorem. Dla mnie jest ok, a co ważne spełnia on właśnie moje kryteria bycia dobrym rumem z przyprawami (z dobrych piłem jeszcze 2 craftowe rumy spiced z Kanady i spełniały moje wyobrażenie o dobrym rumie spiced, no ale nie są w powszechnej dystrybucji).

Alternatywa – Foursquare Spiced oraz inne, często powiązane z konkretnymi destylarniami Rumy Spiced, ale głównie oparte na rumie, a nie na wytworzonym koktajlu.

Chairman's Reserve
Rum Chairman’s Reserve

Oto moja lista. Podsumowując – jest wiele aspektów rynku rumowego. Starałem się je wszystkie zawrzeć i stworzyć „mapę drogową” z dobrymi punktami wejścia w poszczególne kwestie, jak również wejścia w rum, jako kategorię, ogólnie. Dajcie znać, czy zgadzacie się czy nie moimi wyborami.

pozdrawiam
Rum Fanatic

2 komentarze

  • Marcin

    Bardzo dobry artykuł. Który Rhum Agricole z tych będzie najlepszy: Saint James Royal Ambre, Clement VSOP, XO, 10yo, a może jakiś Clairin? Który najlepiej oddaje smak rumu wyprodukowanego z soku z trzciny curkowej?

    • Rum Fanatic

      Wg mnie Clement albo XO, albo 10, kwestia preferencji. Co do Clarin to spróbowałbym go niezależnie od rumu agricole, bo to trochę inna kategoria trunku, inny sposób produkcji, warty porównania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *