La Favorite Martynika — stacja 1 serii #FanaticOnTour2024
Destylarnię La Favorite na Martynice zwiedziłem jako pierwszą w całej serii. To marka mało znana w Polsce. Za granicą kojarzona jest jednak głównie z kolekcjonerskich wydań Flibuste, które na aukcjach notują kwoty rzędu kilku tysięcy złotych. Na miejscu La Favorite okazała się jednak czymś więcej niż producentem butelek dla kolekcjonerów — to marka z szeroką, dostępną dla każdego paletą produktów, więc warto zacząć zwiedzanie destylarni La Favorite Martynika właśnie od tego, czego się nie spodziewałem.

Pierwsze wrażenie i dojazd do La Favorite
Wybór, by zobaczyć ją jako pierwszą, był do bólu pragmatyczny. Destylarnia była po prostu 9 minut drogi od miejsca, w którym się zatrzymałem. Zaskoczyło mnie, że tak blisko głównego miasta na wyspie w ogóle jest destylarnia — spodziewałem się raczej bardziej odległych miejscówek.
Już po 5 minutach byłem jednak na mniejszej drodze, na uboczu. Na wyspach odległości odczuwa się zresztą inaczej niż na kontynencie. Znak destylarni skierował mnie w zasadzie do zaułka, gdzie pomiędzy zielenią na zboczu wciśnięta była cała destylarnia.

Zwiedzanie destylarni La Favorite krok po kroku
Wizyta okazała się darmowa i dostępna do własnego zwiedzania, bez przewodnika. Dobrze oznaczone dróżki wewnątrz budynku prowadziły przez cały ciąg produkcyjny. Niedostępne były tylko pola trzciny — ze względu na wcześniejsze, spore opady deszczu. Mimo to obsługa wskazała mi inne pola, gdzie mogłem się udać, więc oczywiście tam poszedłem 😉.
Co ważne, dodano też walor edukacyjny: tabliczki z wyjaśnieniem najważniejszych etapów produkcyjnych, i to w języku angielskim. Mój francuski pozostał z lat świetności już tylko na poziomie mocno okrojonym, więc szczerze mnie to ucieszyło.

Destylarnia, jak sama o sobie mówi, jest jedną z ostatnich dwóch niezależnych firm rodzinnych destylujących rum na wyspie. Gdy tam byłem, trwały dopiero prace przygotowawcze do sezonu, który startuje w marcu. Wtedy właśnie podczas zwiedzania można faktycznie obserwować toczący się proces produkcyjny — miałem zresztą tę przyjemność przy innych destylarniach z tej serii.
Warto dodać, że na Martynice produkuje się rum z soku z trzciny, a nie z melasy. Oznacza to, że część produkcyjna działa właściwie tylko wtedy, kiedy trwa zbiór trzciny.


Degustacja i sklep
Po zakończeniu zwiedzania czekał na mnie otwarty sklep destylarni, gdzie mogłem spróbować całej szerokości wydań. Od popularnych, białych agricolów — produkowanych nawet w plastikowych workach — po rocznikowe wersje Millesime (2014, choć na zewnątrz Pani lakowała już rocznik 2017). Dalej nowe wydania Briere de L’Isle w beczkach po koniaku oraz La Part de L’Ange. Ta ostatnia edycja została wydana na cześć Gabriela Etienne, długoletniego pracownika odpowiedzialnego za produkcję, który po 40 latach pracy w destylarni przeszedł na emeryturę.
Muszę przyznać, że ten ostatni rum był dla mnie fantastyczny. Millesime 2014 był krokiem naprzód w porównaniu do wersji podstawowych, a Ange był kolejnym krokiem w stosunku do Millesime. To zdecydowanie jeden z najlepszych rumów, jakie próbowałem na tym wyjeździe.
Cała degustacja była zresztą darmowa i nie czuć było przy tym żadnych wielkich oczekiwań, że skończy się ona zakupem. To ewidentnie forma promocji i budowania lojalności wobec marki, a nie twarda sprzedaż.
Obsługa mówiła po angielsku, więc dowiedziałem się przy okazji, że destylarnia mocno eksperymentuje z beczkami po innych alkoholach. W butelkowaniu jest obecnie produkt w beczkach po koniaku, który popłynął do Francji drogą morską, by tam zostać zabutelkowany i wrócić na Martynikę. Poza trunkami czekał tam też spory wybór gadżetów marki.

Ocena i rekomendacja destylarni La Favorite (Martynika)
Całość zwiedzania zajęła może 1,5 godziny. To bardzo fajne miejsce, które mogę śmiało polecić — zwłaszcza tym, którzy będą w okolicach Fort-de-France. Najbardziej podobał mi się dostęp do wszystkich etapów produkcyjnych oraz pełna swoboda w chodzeniu i robieniu zdjęć. Tak właśnie wyobrażam sobie transparentność w wykonaniu poważanej firmy, i dokładnie tak się to robi na Martynice.
Warto na koniec dodać ciekawostkę: 50 metrów od destylarni stoi dworek, który zdobi logo firmy. Niestety nie jest już własnością La Favorite — dziś to obiekt militarny, należący do armii (na szczęście nikt za mną nie biegł za robienie zdjęć 😅).
Jeśli szukasz szerszego kontekstu, dlaczego akurat od tej wyspy warto zacząć rumową wyprawę, zajrzyj do wstępu całej serii o Martynice. Więcej o samej marce znajdziesz też na oficjalnej stronie destylarni La Favorite.
Następna stacja — Destylarnia Depaz, czyli najpiękniej dla mnie położona destylarnia na Martynice.


