Butelki Neisson Armada w gablocie sklepowej destylarni
Podróże rumowe

Destylarnia Neisson — stacja 3 serii #FanaticOnTour2024

#FanaticOnTour2024 — stacja 3 — #Neisson #Martynika

Wracając z Depaz, zostawiłem rodzinę na plaży du Coin — całkiem urokliwej, jak na klimaty około-wulkaniczne — i udałem się do destylarni Neisson. Lokalizacja jest stricte nadmorska: na upartego z plaży można do destylarni dojść pieszo w 10 minut.

Skręcamy z głównej drogi i w minutę przenosimy się na lekkie odludzie — sfatygowaną drogą dochodząc do pól trzciny, wciśniętą w nie destylarnię.

Trzcina i gleba na pierwszym planie

Neisson’a byłem bardzo ciekawy. Bardzo dobre, jakościowe rumy, duże uznanie wśród bezsprzecznych autorytetów rumowych jak Luca Gargano czy Richard Seale — więc z ochotą przystąpiłem do zwiedzania.

Tour po destylarni jest bezpłatny i można go zrobić samodzielnie. Jako pierwsza na mojej drodze destylarnia sporą część wiedzy (choć w języku francuskim) poświęciła samej trzcinie, a nawet zwróciła uwagę na glebę, która jest niezmiernie ważna przy jej wzroście. Neisson produkuje też wersję Bio rumu, gdzie w procesie nie używa się pestycydów ani herbicydów — więc to poświęcenie tematowi gleby i trzciny się spina. Trzcina była już przygotowana do cięcia, a organizatorzy zrobili coś na kształt alejki, żeby dało się między nią przejść.

Zwiedzanie i proces produkcyjny

Destylarnia była jeszcze przed zbiorem (planowanym na marzec), więc trwały prace przygotowawcze, między innymi przy destylatorze — ale zdecydowaną większość procesu można było przejść i zobaczyć. Każdy etap był ozdobiony etykietami informacyjnymi, niestety wyłącznie po francusku.

Miedziana kolumna destylacyjna w destylarni Neisson na Martynice
Kolumna destylacyjna w destylarni Neisson”)

Punktem kulminacyjnym zwiedzania jest robiąca wrażenie kolumna destylacyjna, a zaraz po niej — magazyn z beczkami.

Rzędy dojrzewających beczek rumu w magazynie destylarni Neisson
Magazyn starzenia beczek w destylarni Neisson

Premiumizacja, czyli Neisson mierzy wysoko

Po zwiedzeniu trafia się do sklepu, który więcej powiedział mi o marce i o tym, w którą stronę zmierza. A zmierza zdecydowanie w kierunku premiumizacji.

Butelki Neisson Armada w gablocie sklepowej destylarni
Ekskluzywna linia Neisson Armada w sklepie destylarni

Dużo tu ekskluzywnych edycji: rumy z linii Armada, warte kilka tysięcy EUR, Zetwal za 1500 EUR, bottlingi robione dla Velier, Tatanka, czy seria Straight from the Barrel. Do tego dochodzą jeszcze rzeczy lifestyle’owe — polówki, trampki Nike, czy zestaw do Ti Punch za 3,2 tys. EUR.

Neisson zdecydowanie mierzy w wysoką półkę, przy czym ma solidny fundament w transparentnym procesie produkcyjnym i uznanej jakości. Może sama destylarnia — jako budynki — na tę półkę cenową jeszcze nie wygląda, nie jest tak spektakularna jak inne, ale produkty już zdecydowanie tak.

Degustacja i sklep

W sklepie dostępny jest zestaw białych rumów do darmowego tastingu. Za starzone trzeba już zapłacić, przy czym lista jest spora, a dla chętnych z zasobnym portfelem (200 EUR za 20 ml) można spróbować nawet Armady.

Zestaw butelek białych rumów Neisson przygotowanych do degustacji
Degustacja rumów białych w sklepie Neisson

Białe rumy potwierdziły swoją jakość — są świetne i mocno podchodzą mi w Ti Punchu. Na tym tle bardzo zaskoczyła mnie wersja Bio, która wyraźnie odróżnia się od wersji podstawowej. Pan serwujący, widząc że coś tam w rumach umiem, wyciągnął dodatkowo 70% wersję L’Esprit, która też zrobiła robotę. Na pytanie, jak to piją lokalnie, odpowiedział zaskakująco — jako schłodzoną wersję solo.

Wpisy gości w księdze pamiątkowej destylarni Neisson
Księga wpisów gości w sklepie destylarni Neisson

Ocena i rekomendacja

Neisson to miejsce, które broni się jakością produktu, nawet jeśli sama destylarnia nie robi tak spektakularnego wrażenia budynkami jak inne miejsca na wyspie. Transparentność procesu, dbałość o trzcinę i glebę oraz świetne białe rumy — a przy tym odważna, premiumowa strategia marki — robią z Neisson jeden z bardziej wyrazistych przystanków na mapie rumowej Martyniki.


To była pierwsza część mojej wyprawy tego dnia. Na następną stację ruszyłem z okularami na oczach i wiatrem we włosach, odkrywać nowe tereny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *